Klancyk - BLOG

O autorze ↓

TO MIAŁ BYĆ WYMARZONY URLOP - MÓWIĄ DZIKI, KTÓRE SPARALIŻOWAŁY OKĘCIE [TYLKO U NAS]

Długo wyczekiwane wakacje obróciły się w koszmar. Kto zawinił? Niekompetencja obsługi naziemnej Lotniska Chopina czy może brak doświadczenia niedoszłych pasażerów? Nasz reporter dotarł do Edyty [7 l.] i Andrzeja [8 l.] - pary dzików, które w sobotnie popołudnie skutecznie zablokowały stołeczny port lotniczy.



Klancyk: Od jak dawna planowali Państwo wyjazd?

Dzik Andrzej: Wycieczkę wykupilismy latem, w promocji first minute. Jeszcze się cieszyłem, że zostanie nam na pamiątki, bo Hurgada zimą nie ma wzięcia i dostaliśmy spory upust.
Locha Edyta: Sam Pan wie, jak to jest. Praca, dom, praca, dom. Myśmy odkładali z Jędrkiem trzy lata na ten wyjazd. Wreszcie się odprężyć, pobyczyć na tarasie. Wygrzać się w słonku. Bożeee [płacz]. Taki wstyd na całą Polskę.

K: Pierwszy raz mieli Państwo lecieć samolotem?

A: Edyta kiedyś jechała konno. Poza tym nie mieliśmy styczności z żadnym transportem.

K: Czy biuro podróży poinformowało Państwa, że na lotnisko należy przybyć na półtorej godziny przed odlotem?

E: Oczywiście! Z resztą myśmy jeszcze wszystko dwa razy sprawdzali w internecie. Kosmetyki miałam w foliowych woreczkach. Żadnych ostrych narzędzi w bagażu podręcznym. Oprócz kłów Andrzeja [śmiech].
A: Czekin, sekjurity i odprawa paszportowa poszły bardzo sprawnie. Nawet mieliśmy czas na jakąś szybką kawkę, ale tam za bramkami jest tak drogo, że odpuściliśmy. I tak miałem przy sobie tylko żołędzie. Mówię do Edyty - napijesz się w samolocie. I wykrakałem.

K: Co było potem?

E: Zaczęliśmy gorączkowo szukać gejtu. Tam jest teraz spory chaos przez przebudowę pierwszego terminala. Nie wiem jak to się stało. Niby szliśmy cały czas po strzałkach. Ale ja sie chyba zapatrzyłam w telefon. Bo nagle zamknęły się za nami jakieś drzwi i już nie można było się cofnąć. Szliśmy dalej korytarzem i nagle wyszliśmy na postój taksówek.
A: Zacząłem lekko panikować. Bo już się zaczął boarding. Mówię do Edyty - dawaj na około.
E: Ruszyliśmy pędem wzdłuż ogrodzenia.
A: Nagle widzę, że jedzie cysterna PetroLotu. Brama się otworzyła, to my - hyc za nią.
E: I zaczęliśmy szukać naszego samolotu. Ale było dosyć ciemno. I żadnych oznaczeń od zewnątrz, poza reklamami banków.
A: Biegaliśmy od rękawa do rękawa. Edzia nawet zaszła na pas, żeby zerknąć czy nasi już nie polecieli.
E: Nagle, nie wiadomo skąd, lecą na nas jacyś ludzie z pałami. Krzyczą, klną na czym świat stoi. Gwizdy jakieś. Horror!
A: Próbowałem tłumaczyć. Miałem kartę pokładową, ale nic nie docierało. Zaczęli nas przeganiać, to ja sobie pomyslałem - oooo, dranie! Niech się o tym rzecznik praw pasażera dowie. Popamiętacie Dzika Andrzeja. Zapisałem sobie nazwiska tych panów. Będziemy dochodzić swoich praw w sądzie.
E: Koniec końców, wróciliśmy do siebie. Sąsiedzi się strasznie dziwili.

K: A co z urlopem? Będziecie próbować ponownie?

A: Jeśli już, to z Modlina.

***
Klancyk
Najbliższy spektakl:
Pan Harold
13.11.2013 w Centrum Zarządzania Światem
Trwa ładowanie komentarzy...