O autorze
Klancyk jest jedną z pionierskich grup impro w Polsce. Ich komediowe spektakle, powstające na bieżąco, bez przygotowania i zainspirowane podpowiedzią publiczności, można oglądać w warszawskich klubach od 2006 roku. Klancyk działa też w przestrzeni publicznej, pisze, koncertuje, realizuje słuchowiska i filmy, prowadzi warsztaty improwizacji, ogarnia chaos, krzepi, drażni i łączy ludzi. Teatr współpracował m.in. z Instytutem Teatralnym im. Z. Raszewskiego, Akademią Teatralną im. A. Zelwerowicza, Muzeum Powstania Warszawskiego, Centrum Nauki Kopernik, Amnesty International, Bluszczem i Radiem Wnet. Klancyk to ośmiu facetów, z których trzech ma brodę, a dwóch dziecko. Ktoś powiedziałby, że Klancyk to zjawisko artystyczne. Ktoś inny - zupełnie by tego nie powiedział.

Ojciec i syn szósty dzień protestują przed gmachem Ministerstwa Sportu

Na rozpiętej między sygnalizatorem a rynną nylonowej lince suszą się skarpetki i sprana koszulka polo. Z garnuszka ustawionego na turystycznej kuchence buchają kłęby pary znad domowego rosołu. Ze środka namiotu, rozbitego tydzień temu w centrum stolicy, uśmiecha się do nas piegowaty szesnastolatek. Jego zmęczony ojciec właśnie wraca ze sklepu. Ofiary medialnej dezinformacji czy pasjonaci walczący o marzenia. Kim są Jędrzej i Wojtek Witułła?



- Mały już od małego przejawiał, jak to się mówi, smykałkę do sportu - zaczyna opowieść pan Jędrzej. Siedzimy w sieciowej kawiarni na warszawskim placu Teatralnym. Za oknem, 30 metrów w prawo od budynku Teatru Wielkiego - ich obozowisko. Gdyby nie fakt, że namiot jest jeden można by powiedzieć - namiotowe miasteczko. A tak to tylko namiotowy przysiółek. Całkiem jak Białuń w zachodniopomorskim skąd przyjechali. Wojtek uczy się w liceum ekonomicznym. Pan Jędrzej pracuje u Niemca przy żwirze. Kiedyś miał trochę ziemi, ale wyżyć z tego nie szło. Języka trochę znał, to go wzięli na brygadzistę. I tak już leci trzeci rok. Rano kanapki dla nich obu zrobić (a mały dużo spala, to i dużo musi przyjąć). Dzień za dniem płyną podobnie: Wojtka do Goleniowa na autobus odwieźć, potem do Niemca do pracy, do domu nad torem popracować, wyrównać i z powrotem po chłopaka do Goleniowa.



- Z początku to mi się wydawało w opór dziwne. Zwłaszcza stroje i muzyka. Ale ojciec przekonywał i przekonywał. Szybki, że byłem, to wiedziałem. W kraulu bynajmniej. Nieraz się zakradaliśmy na żwirownię z kumplami. Woda na maksa zimna, ale jak się człowiek ściga to nie myśli o temperaturze, tylko o mecie. O tazosy się zakładaliśmy albo o czipsy, bo w sporcie jest ważna motywacja.
- U Niemca wyprosiłem, żeby oficjalnie mógł w tej żwirowni pływać, bo to się aż serce kroiło, że taki talent się marnuje - wtrąca się Pan Jędrzej. - Z bieganiem było gorzej, bo dokąd on miał biec w tym Białuniu, jak tu w koło same pola i ugory? Chyba jak najdalej przed siebie i nie wracać. Dopiero sposobem go wziąłem. Tor zrobiłem za domem i go samo naszło. Mówiłem “Wojtuś, idź się wylatać na sześć okrążeń”, a ten szedł i latał.
- Bo mnie jarają eliptyczne kształty - wyjaśnia Wojtek i pokazuje w telefonie zdjęcia - Ja się na tym torze czułem jak jakiś Jowisz.

Kiedy pytam jak udało mu się pobić rekord polski młodzików na 1500 metrów biegnąc w długiej białej szacie, on tylko wzrusza ramionami. Dziś już wie, że jest dobry, ale przecież droga do sukcesu nie była usłana różami. Ile trzeba było znieść kpin, ile gorzkich pigułek rozczarowania popić słoną łzą zawodu? Ile bezzasadnych dyskwalifikacji? Ojciec pokazuje listę - wszystko dokumentuje. Tylko kilka udaje mi się wyczytać z nagryzmolonego zeszytu

32. Ostrów Wlkp, 11 marca 2012, “Mityng im. Bolesława Leśmiana” - sędziowie odrzucili podanie o przesunięcie linii startu uzasadniając, że bieganie tylko w kierunku Mekki to “czysty absurd”.
33. Mielno, 26 sierpnia 2012 “Plażowe mistrzostwa dzieci starszych o puchar Króla Neptuna” - Wojtek nie dopuszczony do startu przez nieregulaminowy czepek, który “przykrywając jedynie czubek i tył głowy nie spełnia podstawowych funkcji czepka” (cytat za uzasadnieniem składu sędziowskiego).
34. Koszalin, 22 maja 2013 “Mistrzostwa Pomorza do lat 17”, start odwołany z powodu skarg rodziców innych zawodników na, ich zdaniem, “broczące jeszcze, świeże tatuaże inspirowane ludową sztuką wyspowych plemion Oceanii, które wykluczają wyścig po piaszczystej nawierzchni”.


Pomimo tych przeciwności, wnioskując ze zdjęć, którymi chwali się Wojtek, zdążył już zdobyć pokaźną kolekcję medali i wyróżnień. Co wyrozumialsi sędziowie przymykają oko, na to, że ojciec sam zanurza głowę Wojtka w basenie przed każdym startem, albo że chłopak opóźnia zawody przez recytacje, śpiew i składanie darów. Robią tak, bo jak ja w tej chwili, widzą w jego oczach iskrę, czują ducha sportowej rywalizacji, tę pewność, że mimo “dziwactw” może zajść bardzo daleko.



Czy swoje sukcesy na bieżni i pływalni Wojtek Witułła zawdzięcza uduchowionemu, ubranemu w ceremoniały sposobowi uprawiania sportu? Czy bez narzuconych przez ojca-trenera obrządków będzie wciąż tak szybki? Pan Jędrzej nie zamierza ryzykować. - Tak naprawdę to zacząłem się martwić dopiero jak się okazało, że w Platformie nie będzie dyscypliny. Panie, to były takie nerwy. Czekamy, czekamy, I nagle mówią w radiu, że przegłosowane. Popłakałem się. Może z kwadrans to trwało. Ale zaraz myślę sobie: Jędrula, a jak ci sołtys chciał w zeszłe lato cement ukraść z ciężarówki, to odpuściłeś? I zaraz wołam małego. Mówię: Wojtuś, my tego tak nie zostawimy. Nie będą ci darmozjady z sejmu życiorys przekreślać.

Od sześciu dni koczują przy Senatorskiej i czekają na spotkanie z Ministrą Sportu. Ktoś z sekretariatu nawet był. Herbaty przyniósł. Ale pani Ministra ciągle nie znalazła dla nich czasu w napiętym grafiku. Za to przechodnie ich dopingują. Wojtek dostał trochę słodyczy. I numery od trzech dziewczyn z górnego Mokotowa. Jedna to nawet nawet. Zadzwoni jak wrócą do siebie, do Białunia, bo teraz jest trochę skołowany. Wyjazd spoko - w sumie fajnie, trochę jak na biwaku, ale nie wie czy wszystko dobrze zrozumieli z tym zakazem dwuboju rytualnego. Ale Warszawa mu się na maksa podoba.

***
najbliższy spektakl

LONGPLAY WARSZAWA - WARSZAWA W LITERATURZE
20 lipca, sobota
Państwomiasto, ul. Andersa 29

klancyk.pl
facebook.com/klaaancyk
Trwa ładowanie komentarzy...